Weekend w górach po sezonie - dokąd jechać i na co uważać

Góry pod koniec października są puste, tańsze i piękne, ale dzień jest krótki, a pogoda zmienia się szybko. Jak wybrać pasmo, trasę i nocleg na dwa dni bez samochodu.
Grafik Arka mówi, że raz w miesiącu ma wolny cały weekend. W zeszłym roku taki weekend wypadł w drugiej połowie października i pierwszy raz od dawna pojechaliśmy w góry. Latem nie jeździmy, bo nie lubimy tłumów na szlaku i kolejek do schroniska. Pod koniec października to zupełnie inny świat: puste ścieżki, buki w kolorze miedzi, mgła w dolinach rano. I zmrok, który przychodzi tak szybko, że pierwszego dnia zaskoczył nas na zejściu.
Które góry po sezonie
Na jesienny weekend bez doświadczenia wysokogórskiego wybieram niższe pasma: Beskidy, Bieszczady, Sudety, Góry Świętokrzyskie. Szlaki są tam łagodniejsze, ścieżki dobrze oznakowane, a schroniska i wsie leżą blisko siebie. Wysokie partie gór, zwłaszcza Tatry, po sezonie wymagają już innego przygotowania: na szczytach może leżeć śnieg i lód, a szlaki bywają oblodzone, nawet jeśli w dolinie świeci słońce. Na pierwszy jesienny wyjazd po latach ich nie wybieraj.
Z Lublina najbliżej mamy w Bieszczady i Góry Świętokrzyskie. Z innych miast pewnie wygodniej będzie w Beskidy albo Sudety. Ważne, żeby do miejsca startu dało się dojechać pociągiem albo autobusem w 3-5 godzin, bo inaczej pół weekendu zejdzie na podróży.
Po sezonie część pensjonatów i barów jest zamknięta, a autobusy kursują rzadziej. Sprawdź rozkład dojazdu i powrotów przed wyjazdem, a nie na przystanku. W soboty i niedziele kursów bywa wyraźnie mniej niż w tygodniu.
Krótki dzień, krótsza trasa
To najważniejsza rzecz w październikowych górach. W ostatni weekend października przestawiamy zegarki na czas zimowy i od tej pory słońce zachodzi w górach między 16:10 a 16:50, zależnie od pasma. W lesie i w dolinach ciemno robi się jeszcze wcześniej. Na szlak wychodzimy więc o 8:00, a trasę planujemy tak, żeby zejść przed 15:30.
Czas przejścia podany na drogowskazach jest liczony dla sprawnego piechura bez długich przerw. My doliczamy do niego co najmniej jedną trzecią, a ja jeszcze trochę na kolano. Moje prawe kolano pod górę jest grzeczne, ale na stromym zejściu po mokrych liściach przypomina o każdym kroku. Dlatego biorę kijki i schodzę wolno. Na jesień wybieramy trasy z łagodnym zejściem, a nie strome skróty.
Mokre liście, korzenie i kamienie są śliskie jak mydło. Po deszczu szlak, który latem był spacerem, staje się męczący. Jeśli prognoza zapowiada deszcz cały dzień albo silny wiatr na grzbietach, wybieramy krótką trasę w dolinie albo spacer po okolicy. Góry nie uciekną.

Czołówka, kurtka i pokój za dwieście złotych
- czołówka z naładowaną baterią, nawet jeśli planujesz zejść za dnia,
- polar i kurtka przeciwdeszczowa, czapka i cienkie rękawiczki, bo na grzbiecie jest kilka stopni zimniej niż w dolinie,
- buty z dobrą podeszwą, które już znasz, a nie nowe, kupione dzień przed wyjazdem,
- termos z herbatą, kanapki i coś słodkiego,
- naładowany telefon, powerbank i mapa pobrana na telefon, a dla pewności papierowa,
- kijki trekkingowe, jeśli masz kolana podobne do moich.
W telefonie zapisuję numer ratunkowy w górach, a przed wyjściem mówię gospodarzom, dokąd idziemy i o której planujemy wrócić. To zajmuje minutę, a w razie kłopotów ktoś wie, gdzie szukać.
Po sezonie noclegi są tańsze i łatwiej o wolne miejsce, nawet rezerwowane tydzień wcześniej. Pokój dwuosobowy w pensjonacie albo agroturystyce w niższych górach kosztuje zwykle 150-300 zł za noc. W schroniskach jest taniej, ale łóżka w pokojach wieloosobowych i wspólne łazienki trzeba lubić. Część schronisk działa przez cały rok, inne po sezonie mają przerwy, więc dzwonię albo piszę przed wyjazdem.
Za weekend we dwoje, z biletami, jedną nocą w pensjonacie i jedzeniem, wydaliśmy około 600 zł. Można taniej, można drożej. Najwięcej zjadają bilety, jeśli kupuje się je w ostatniej chwili.
Jak to wyglądało u nas
Do pensjonatu dotarliśmy w piątek wieczorem, po pracy, ostatnim autobusem. W sobotę wyszliśmy na grzbiet o 8:15. Na górze mgła, w dolinie słońce, na szlaku przez dwie godziny tylko my i jeden pan z psem. Zejście zajęło nam więcej czasu, niż zakładałam, i ostatnie pół godziny szliśmy już z czołówkami. Nic się nie stało, ale od tamtej pory planuję zejście na godzinę przed zachodem, a nie na zachód.
W niedzielę zrobiliśmy krótki spacer i wróciliśmy popołudniowym pociągiem. W poniedziałek bolały mnie łydki, ale ten ból miał w sobie coś przyjemnego.
Do kieszeni
Po zmianie czasu słońce zachodzi ok. 16:10-16:50, więc zejście planuj na 15:30.
Do czasów z drogowskazów dolicz co najmniej jedną trzecią.
Czołówka, kurtka przeciwdeszczowa i czapka zawsze w plecaku.
Sprawdź rozkład powrotów, bo po sezonie kursów jest mniej.
Powiedz gospodarzom, dokąd idziesz i o której wrócisz.
Lidia pisze o tym, co sama zrobiła po wyjściu z urzędu: ile trwało, ile kosztowało i czy było warto. Poznajmy się