Przeskocz do tekstu

Dobry wieczór!

Wyjazdy

Na grzyby w weekend - gdzie szukać i jak nie zabłądzić

4 min czytania Pisze Lidia

Wiklinowy koszyk pełen grzybów w lesie

Sobota w lesie z koszykiem, dojazd autobusem albo pociągiem, powrót przed zmrokiem. Gdzie wolno zbierać, jak nie zgubić drogi i co zrobić z grzybem, którego nie jesteś pewna.

W poniedziałek w przerwie koleżanka z wydziału pokazała mi zdjęcie w telefonie: pełny koszyk podgrzybków. „Pięć minut od przystanku” - powiedziała. Nie uwierzyłam, więc w sobotę pojechałyśmy razem pierwszym porannym autobusem. Pięć minut to była przesada, raczej dwadzieścia, ale koszyk się zgadzał. Od tamtej pory jeżdżę na grzyby każdej jesieni, zawsze bez auta.

Las z przystankiem pod nosem

Na grzyby nie trzeba jechać daleko. Wokół większych miast są lasy państwowe, do których dojeżdżają podmiejskie autobusy i pociągi regionalne, a bilet w jedną stronę kosztuje zwykle kilka, kilkanaście złotych. Szukam połączeń, gdzie przystanek jest przy samym lesie albo na skraju wsi, za którą zaczyna się las. Sprawdzam od razu godziny powrotów, bo w weekendy kursów bywa mało, a ostatni potrafi odjechać wczesnym popołudniem.

Jakiego lasu szukać? Podgrzybki i prawdziwki lubią lasy sosnowe i mieszane, kanie rosną na skrajach i polanach, maślaki pod młodymi sosnami. Po kilku deszczowych dniach i przy ciepłych nocach grzybów jest najwięcej. Po suchym tygodniu jedziesz raczej na spacer.

Wyjeżdżam wcześnie, bo o 7:00 jest się w lesie przed tłumem z miasta. Wracam najpóźniej po południu. W połowie września słońce zachodzi około 19:00, ale w gęstym lesie szaro robi się dużo wcześniej, a z każdym tygodniem dzień jest krótszy.

Gdzie wolno zbierać, a gdzie nie

Do lasów państwowych każdy może wejść i zbierać grzyby na własny użytek, bez limitu i bez płacenia. Są jednak miejsca, gdzie wstęp jest zakazany na stałe: uprawy leśne, czyli młodniki do 4 metrów wysokości, drzewostany nasienne, ostoje zwierząt i powierzchnie doświadczalne. Zwykle stoi przy nich tablica z zakazem wstępu. Do tego dochodzą zakazy czasowe, na przykład przy wycince albo po wichurze. W parkach narodowych i rezerwatach przyrody grzybów co do zasady się nie zbiera.

Las prywatny to osobna sprawa. Jeśli jest oznaczony tablicą z zakazem wstępu, nie wchodzisz.

Część gatunków grzybów jest pod ochroną, a za ich zerwanie grozi kara. Dlatego zbieram tylko te, które znam na sto procent: podgrzybki, prawdziwki, maślaki, kurki. Reszta zostaje w lesie.

Leśna droga wśród sosen we mgle
Leśna droga wśród sosen we mgle

Słupki oddziałowe i powerbank

Ludzie gubią się w lesie, bo idą od grzyba do grzyba i patrzą w ziemię. Po godzinie wszystko wygląda tak samo. Mam na to kilka prostych zasad.

Przed wyjazdem ładuję telefon do pełna i biorę powerbank. Mapę okolicy pobieram na telefon tak, żeby działała bez internetu, bo w lesie zasięg bywa słaby. Przy wejściu do lasu zaznaczam punkt, z którego wyszłam: przystanek albo skrzyżowanie dróg. Patrzę, gdzie jest słońce, i zapamiętuję, czy wracam w jego stronę, czy od niego.

W lesie trzymam się dróg leśnych i przecinek, które tworzą siatkę, i odchodzę od nich na tyle, żeby je jeszcze widzieć albo słyszeć. Słupki oddziałowe na skrzyżowaniach mają numery, które można znaleźć na mapie. Kiedy idziemy we dwie, umawiamy się, że co kwadrans się wołamy.

Ktoś w domu wie, dokąd jadę i o której mam autobus powrotny. Jeśli mimo wszystko się zgubisz, nie biegaj. Stań, sprawdź lokalizację w telefonie, a jeśli nie wiesz, gdzie jesteś, dzwoń na numer alarmowy, zanim zrobi się ciemno.

Strój: kurtka w jaskrawym kolorze, nogawki w skarpety albo spodnie z gumką przy kostkach, długi rękaw. Po powrocie oglądam się dokładnie, czy nie przyczepił się kleszcz, bo we wrześniu jeszcze są aktywne.

Grzyb, którego nie jesteś pewna

Najważniejsza zasada brzmi: jeśli masz wątpliwość, nie jesz. Muchomor sromotnikowy, najgroźniejszy z naszych grzybów, bywa mylony z gąskami zielonkami i z kanią, a objawy zatrucia mogą pojawić się dopiero po wielu godzinach. Zbieram do wiklinowego koszyka, nie do foliowej torby, i każdy grzyb wyjmuję z ziemi w całości, razem z nasadą trzonu. Tylko po takim grzybie da się poznać gatunek. Czyszczę dopiero te, których jestem pewna.

W sezonie wiele stacji sanitarno-epidemiologicznych ma grzyboznawców, którzy za darmo oglądają grzyby zebrane na własny użytek. Wystarczy przyjść w godzinach pracy stacji ze świeżymi, nieobranymi grzybami. Przed wyjazdem sprawdzam na stronie najbliższej stacji, czy taki punkt działa i kiedy. Z okienka widać więcej, niż myślicie, i jedno widać na pewno: ludzie wolą zgadywać, niż zapytać. W urzędzie kończy się to drugą wizytą, przy grzybach może skończyć się w szpitalu.

Grzyby przerabiam tego samego dnia. W lodówce, w otwartym pojemniku, wytrzymają do następnego, dłużej nie.

Do kieszeni

  1. Sprawdź godzinę ostatniego autobusu albo pociągu powrotnego.
  2. Mapa pobrana na telefon, pełna bateria i powerbank.
  3. Młodniki, ostoje i tablice z zakazem omijasz szerokim łukiem.
  4. Grzyb wyjmij w całości, a wątpliwe zanieś do grzyboznawcy w stacji sanitarnej.
  5. Po powrocie obejrzyj się, czy nie masz kleszcza.

Lidia pisze o tym, co sama zrobiła po wyjściu z urzędu: ile trwało, ile kosztowało i czy było warto. Poznajmy się