Przeskocz do tekstu

Dobry wieczór!

Wyjazdy

Weekend nad jeziorem bez samochodu

4 min czytania Pisze Lidia

Drewniany pomost na spokojnym jeziorze otoczonym lasem

Pociąg, rower albo własne nogi na ostatnie kilka kilometrów i dwa dni nad wodą bez szukania parkingu. Jak wybrać jezioro, do którego da się dojechać bez auta, i co zabrać, żeby nie dźwigać pół domu.

Arek ma stare auto i kiedy tylko robi się ciepło, proponuje, żebyśmy nim pojechali nad jezioro. Odpowiadam zawsze tak samo: chętnie, jeśli on prowadzi w obie strony i sam szuka miejsca do parkowania przy plaży w sobotę o 11:00. Arek po całym tygodniu za kierownicą trolejbusu nie ma na to ochoty, więc od kilku lat jeździmy pociągiem. Ten weekend wypadł nam w pierwszej połowie czerwca, kiedy grafik pierwszy raz w tym roku dał nam dwa wolne dni razem.

Bez auta da się dojechać nad zaskakująco wiele jezior. Trzeba tylko inaczej je wybierać.

Szukaj jeziora od stacji, a nie od plaży

Zwykle wybiera się jezioro, a potem myśli, jak tam dojechać. Bez auta działa to odwrotnie. Otwieram mapę połączeń kolejowych i autobusowych, wyszukuję stacje na pojezierzu w promieniu 2-3 godzin jazdy i sprawdzam, które jeziora leżą najwyżej 3-5 km od peronu. To odległość, którą przejdzie się w godzinę z plecakiem albo przejedzie rowerem w kwadrans.

Na mapie sprawdzam też, jak się do jeziora dochodzi. Leśna droga albo znakowany szlak to dobra wiadomość. Odcinek wzdłuż ruchliwej drogi wojewódzkiej bez pobocza to zła, zwłaszcza z plecakiem i po zmroku. Jeśli na zdjęciach satelitarnych widać przy brzegu pomost albo piaszczystą plażę, jest szansa, że da się tam wejść do wody, a nie tylko popatrzeć na trzciny.

Takie jeziora mają jeszcze jedną zaletę. Ludzie z autami jeżdżą tam, gdzie jest duży parking i plaża przy drodze. Jezioro, do którego prowadzi leśna ścieżka od stacji, bywa w sobotę prawie puste.

Drugi sposób to autobus. Na pojezierzach kursują busy i autobusy podmiejskie, często łączące stację w większym miasteczku z wioskami nad wodą. Rozkład w weekend bywa skromny, więc sprawdzam godziny powrotu przed wyjazdem i robię zdjęcie rozkładu na przystanku.

Rower w pociągu

Najwygodniej jest zabrać rower. Ostatnie kilometry od stacji przestają być problemem, a na miejscu można objechać jezioro dookoła. W pociągach regionalnych przewóz roweru kosztuje zwykle kilka do kilkunastu złotych w jedną stronę, a u części przewoźników jest bezpłatny. Liczba miejsc na rowery jest ograniczona, więc w letnie weekendy jadę wcześnie rano, zanim pociąg się zapełni.

Rower trzeba wnieść do wagonu i postawić w miejscu oznaczonym piktogramem. Ze zmęczonym kolanem wolę pociągi z niską podłogą, w których nie trzeba go dźwigać po trzech schodkach. Arek mówi, że tylko wtedy pozwalam mu coś za siebie nosić.

Widok z okna pociągu na zielone pola
Widok z okna pociągu na zielone pola

Nocleg i kąpiel

Nocleg w kwaterze albo w gospodarstwie agroturystycznym nad jeziorem kosztuje dziś zwykle ok. 150-300 zł za pokój dla dwóch osób za noc, w lipcu i sierpniu więcej niż w czerwcu. Szukam takich, które są w odległości spaceru od wody, i pytam przy rezerwacji, czy można zostawić rowery w zamkniętym miejscu.

Kąpać się można w wielu miejscach, ale ratownik jest tylko na kąpieliskach. Listę kąpielisk z aktualną oceną jakości wody publikuje w internecie sanepid. Przed wyjazdem sprawdzam tam też, czy w wybranym jeziorze nie ma zakazu kąpieli. Większość kąpielisk zaczyna sezon pod koniec czerwca. W pierwszej połowie czerwca często nie ma jeszcze ratowników, a woda ma kilkanaście stopni. Wchodzę wtedy najwyżej do pasa i nie odpływam od brzegu, bo zimna woda potrafi zaskoczyć nawet kogoś, kto pływa regularnie.

Kajak albo rower wodny wypożyczany na godzinę kosztuje ok. 20-35 zł. Na jeden dzień wystarczy mi godzina na wodzie, potem leżę na kocu z książką.

Plecak zamiast bagażnika

Bez auta zabiera się mniej rzeczy i to jest zaleta, którą doceniam dopiero po powrocie, kiedy nie ma czego rozpakowywać. Każde z nas ma jeden plecak 30-40 litrów: ubranie na zmianę, strój kąpielowy, ręcznik szybkoschnący, krem z filtrem, środek na komary, czołówka, ładowarka do telefonu. Do tego jedzenie na pierwszy dzień, bo sklep we wsi nad jeziorem bywa w sobotę zamknięty po 13:00, a w niedzielę nieczynny.

Najlepsza część takiego weekendu przychodzi wieczorem. Ludzie z autami odjeżdżają koło 18:00, nad wodą robi się cicho, a słońce w czerwcu zachodzi dopiero przed 21:00. Siedzimy wtedy na pomoście z herbatą z termosu i patrzymy, jak jezioro robi się różowe. Komary nad wodą o zmierzchu są bezlitosne, więc długie spodnie i bluza z długim rękawem lądują w plecaku nawet przy trzydziestu stopniach w dzień.

W niedzielę wracamy pociągiem po 15:00, zanim wszyscy z plaży zaczną się pakować. O 19:00 jestem w domu, na czwartym piętrze, z mokrym ręcznikiem w plecaku i jeziorem w głowie do środy.

Do kieszeni

  1. Szukaj jezior najwyżej 3-5 km od stacji.
  2. Sprawdź godziny powrotu przed wyjazdem i zrób zdjęcie rozkładu busa.
  3. Rower w pociągu regionalnym kosztuje kilka do kilkunastu złotych, a czasem nic.
  4. Przed wyjazdem sprawdź listę kąpielisk i jakość wody.
  5. Jedzenie na pierwszy dzień weź z domu.

Lidia pisze o tym, co sama zrobiła po wyjściu z urzędu: ile trwało, ile kosztowało i czy było warto. Poznajmy się