Jak przetrwać festiwal muzyczny po czterdziestce

Festiwal nie jest tylko dla dwudziestolatków z namiotem. Da się na nim spędzić dzień albo dwa z kolanem po czterdziestce, bez pola namiotowego i bez szumu w uszach przez tydzień po powrocie.
Ostatni raz na festiwalu byłam w czasach, kiedy pracowałam w punkcie ksero przy uczelni. Spałam w namiocie, jadłam zapiekanki i myślałam, że tak będzie zawsze. W zeszłym roku koleżanka z wydziału namówiła mnie na jeden dzień dużego festiwalu, na którym grał zespół z naszej młodości. Pojechałam z obawą, że będę najstarsza na polu. Nie byłam. Ludzi po czterdziestce było mnóstwo, tylko inaczej przygotowanych niż dwudziestolatkowie.
Wróciłam zmęczona, szczęśliwa i z jedną listą rzeczy, które w tym roku robię inaczej.
Jeden dzień zamiast czterech
Karnet na trzy-cztery dni dużego festiwalu kosztuje dziś zwykle 400-900 zł, bilet jednodniowy często 200-400 zł. Na pierwszy rzut oka karnet się opłaca. W praktyce czwarty dzień stania i chodzenia po polu jest dla mnie po czterdziestce bardziej próbą wytrzymałości niż zabawą.
Patrzę więc na program i wybieram dzień, w którym gra najwięcej rzeczy, które chcę zobaczyć. Jeśli są dwa takie dni, biorę dwa, a między nimi odpoczywam w mieście. Numerek pobrany: bilet kupuję wcześnie, w pierwszej puli, i tylko u oficjalnego sprzedawcy. Jak to zrobić bezpiecznie, opisałam we wpisie o tym, jak kupić bilety na koncert i nie trafić na oszusta.
Zanim kupię bilet, sprawdzam, jak wrócę. Duże festiwale odbywają się często za miastem, a ostatni koncert kończy się koło 1:00-2:00 w nocy. Organizatorzy zwykle uruchamiają autobusy z terenu festiwalu do miasta i na dworzec, czasem płatne osobno. Jeśli ich nie ma, a ostatni pociąg odjeżdża o 23:00, wybór jest prosty: albo nocleg w okolicy, albo wyjście przed gwiazdą wieczoru. Wolę wiedzieć to w domu niż o północy na parkingu.
Pokój, nie pole namiotowe
Pole namiotowe ma swój urok, ale do 4:00 rano ktoś obok śpiewa, a o 8:00 w namiocie jest jak w szklarni. Po czterdziestce jedna nieprzespana noc kosztuje mnie dwa dni. Dlatego szukam pokoju w mieście albo we wsi obok, w odległości dojazdu autobusem albo busem festiwalowym. Rezerwuję zaraz po zakupie biletu, bo w okolicy dużych festiwali pokoje znikają szybko i drożeją z każdym tygodniem.
Spanie poza polem daje jeszcze jedno: prysznic bez kolejki i łóżko, w którym kolano może się wyprostować.

Zatyczki w kieszeni, nie w plecaku
Pod sceną na dużym koncercie bywa 100 decybeli i więcej. Przy długim przebywaniu w hałasie powyżej 85 dB rośnie ryzyko trwałego uszkodzenia słuchu, a każde kolejne 3 dB skraca bezpieczny czas o połowę. Przy 100 dB to raptem kwadranse. Szum w uszach po koncercie to sygnał, że słuch dostał za dużo.
Kupiłam zatyczki muzyczne z filtrem. Ściszają dźwięk o ok. 20 dB, ale nie zniekształcają muzyki, więc słyszę wszystko, tylko ciszej i bez bólu. Kosztują ok. 50-150 zł i mieszczą się w małym etui. Noszę je w kieszeni spodni, bo w tłumie nikt nie ma ochoty grzebać w plecaku. Do tego staję dalej od głośników, z boku sceny. Widać tak samo, a uszy mają lżej.
Buty, krzesełko i plan dnia
Na festiwalu przechodzi się kilkanaście kilometrów dziennie i drugie tyle się stoi. Zakładam rozchodzone buty z dobrą podeszwą, które przetrwały już niejedną wycieczkę. Nowe trampki zostają w domu.
Wiele festiwali pozwala wnieść małe składane krzesełko albo siedzisko. Sprawdzam regulamin, bo nie wszędzie można. Jeśli wolno, biorę. Między koncertami siedzę dwadzieścia minut i to sprawia, że o północy jeszcze stoję.
Planuję dzień jak urlop w mieście: dwa-trzy koncerty, na których mi zależy, a między nimi jedzenie, siedzenie i spacer po strefie z jedzeniem. Nie biegam między scenami, żeby zobaczyć wszystko. Na festiwalach są zwykle punkty z darmową wodą, więc mam pustą butelkę, a w lipcowym słońcu trzeba pić więcej, niż podpowiada pragnienie.
Po ostatnim koncercie cały tłum rusza do wyjścia naraz. Przy bramkach i przystankach robi się ciasno, a w ciemności łatwo o potknięcie na nierównym polu. Albo wychodzę dziesięć minut przed końcem, albo siadam na krzesełku i czekam pół godziny, aż się przerzedzi. Z latarką w telefonie i bez pośpiechu.
Leki, które biorę na stałe, mam przy sobie w oryginalnym opakowaniu. Jeśli chorujesz przewlekle, sprawdź w regulaminie, jak wnieść leki i czy na terenie jest punkt medyczny. Przy chorobach serca albo nadciśnieniu dzień w tłumie i hałasie warto skonsultować z lekarzem.
Koleżanka z wydziału powiedziała po wszystkim, że tak dobrze nie bawiła się od studiów, i od razu zaczęła sprawdzać, kto gra w przyszłym roku.
Do kieszeni
- Jeden albo dwa dni zamiast karnetu na cztery.
- Pokój w mieście zamiast namiotu, zarezerwowany zaraz po bilecie.
- Zatyczki z filtrem w kieszeni, stój z boku, z dala od głośników.
- Rozchodzone buty i składane krzesełko, jeśli regulamin pozwala.
- Pusta butelka na darmową wodę.
Lidia pisze o tym, co sama zrobiła po wyjściu z urzędu: ile trwało, ile kosztowało i czy było warto. Poznajmy się