Przeskocz do tekstu

Dobry wieczór!

Wieczory i koncerty

Kino plenerowe - co zabrać, żeby wysiedzieć do napisów

4 min czytania Pisze Lidia

Widzowie na krzesłach przed ekranem kina plenerowego o zmierzchu

Seans pod chmurką w czerwcu zaczyna się wtedy, kiedy po pracy zwykle już ziewasz, a kończy koło północy. Ten wpis jest o tym, jak przetrwać dwie godziny na trawie z ciałem po ośmiu godzinach przy biurku.

Zanim zaczęłam pracować w urzędzie, sprzedawałam bilety w kinie studyjnym. Z kasy widać było, kto wychodzi przed napisami. Prawie zawsze ci sami: ludzie, którzy przyszli prosto z pracy, i ci, którym krzesło od pierwszej godziny przeszkadzało bardziej niż film. W kinie plenerowym jest tak samo, tylko krzesła nie ma wcale, a do tego robi się zimno.

Listy „co zabrać do kina plenerowego” zwykle kończą się na kocu i przekąskach. Ja po pierwszym seansie na trawie odkryłam, że największym problemem nie jest głód, tylko ciało po całym dniu. Dlatego piszę o tym, jak wysiedzieć.

Film zaczyna się, kiedy ty już ziewasz

Dziś, w okolicach najdłuższych dni roku, słońce zachodzi w Lublinie koło 20:50, a na zachodzie Polski jeszcze później. Ekran potrzebuje ciemności, więc seanse w czerwcu i lipcu zaczynają się zwykle o 21:30 albo 22:00. Dodaj do tego film na dwie godziny i kilka minut zapowiedzi. Wychodzisz z parku między 23:45 a 0:15.

Dla kogoś, kto o 7:00 jest w pracy, to wieczór na granicy. Dlatego na kino plenerowe wybieram dzień, po którym rano mogę wstać później, albo piątek. Jeśli w programie jest film na dwie i pół godziny, odpuszczam i czekam na krótszy. Pod koniec sierpnia ciemno robi się wcześniej i seanse startują koło 20:30, więc wtedy idę w środku tygodnia bez wyrzutów.

Przed wyjściem patrzę na prognozę i na stronę organizatora. Przy deszczu pokazy w parkach bywają odwoływane albo przenoszone, a informacja pojawia się często dopiero po południu w dniu seansu. Lepiej sprawdzić o 17:00 niż dowiedzieć się na miejscu od pana zwijającego kable.

Na miejsce przychodzę 40-60 minut przed seansem. Darmowe pokazy w parkach przyciągają tłumy, a leżaki, jeśli organizator je wystawia, są w ograniczonej liczbie i znikają pierwsze.

Kolano, kark i zimna ziemia

Po godzinie na kocu z podkulonymi nogami kolano zaczyna mówić swoje. Po drugiej godzinie dołącza do niego kark, bo ekran jest wyżej niż oczy, a głowę trzyma się zadartą. Z tego wyciągnęłam kilka wniosków.

Siadam dalej od ekranu, niż podpowiada odruch. Z tyłu nie trzeba zadzierać głowy, a do tego zostaje miejsce, żeby wyprostować nogi i zmieniać pozycję bez kopania sąsiada.

Biorę niskie składane krzesełko albo siedzisko z oparciem. Kosztuje kilkadziesiąt złotych i lepiej wydanych pieniędzy w tym sezonie nie miałam. Na plecy małą poduszkę, a kiedy siedzę na kocu, podkładam ją pod pośladki, żeby kolana były niżej niż biodra.

Piknik z termosem i owocami na trawie
Piknik z termosem i owocami na trawie

Najbardziej zaskoczyła mnie ziemia. Po 22:00 na trawę spada rosa i zwykły koc jest po godzinie wilgotny od spodu. Do tego ziemia wieczorem oddaje chłód, nawet po upalnym dniu. Teraz kładę na trawie karimatę albo matę z warstwą aluminiową, a koc dopiero na nią. Na nogi biorę drugi koc albo cienki śpiwór rozpięty jak kołdra, bo temperatura po zachodzie słońca potrafi spaść o kilkanaście stopni.

Mniej więcej w połowie filmu, kiedy czuję, że plecy sztywnieją, zmieniam pozycję: wyciągam nogi, kładę się na łokciu, przez chwilę siedzę po turecku. Raz na seans wstaję i staję z tyłu, za ostatnim rzędem, na dwie-trzy minuty. Nikomu nie zasłaniam, a kolano dostaje to, czego chce.

Ubieram się na cebulkę: krótki rękaw na dojazd, bluza z kapturem na seans, cienka kurtka na drugą godzinę. Skarpetki, nawet jeśli przyszłam w sandałach.

Do termosu nalewam herbatę owocową. Kawa o 21:00 trzyma mnie przy życiu podczas filmu, ale potem nie śpię do trzeciej. Woda w butelce, coś do przegryzienia, które nie szeleści, i środek na komary, bo w parku nad stawem latają jak na zamówienie.

Do domu po północy

Kiedy film się kończy, wszyscy wstają naraz. Przystanek obok parku zamienia się w peron, a ostatni tramwaj odjeżdża pełny. Sprawdzam przed wyjściem, o której jedzie ostatni dzienny kurs i od której zaczynają się nocne linie, i zapisuję obie godziny w telefonie.

Jeśli jadę rowerem, przypinam go kilka minut drogi od wejścia. Unikam w ten sposób kolejki rowerów i ludzi z kocami pod pachą na wąskiej ścieżce. Lampki muszą być naładowane, bo w drodze powrotnej jest już zupełnie ciemno.

Przez lata w kasie nauczyłam się jednego: kto wstaje przy pierwszych napisach, ten wychodzi pierwszy. Czasem wychodzę i ja, bo jutro praca. Ale kiedy siedzę dobrze, jest mi ciepło i nic nie boli, zostaję do ostatniej planszy. Jeśli kino plenerowe to dla ciebie za dużo na jeden wieczór, zajrzyj do wpisu o tym, co robić wieczorem w tygodniu, kiedy brakuje sił.

Do kieszeni

  1. W czerwcu seans zaczyna się o 21:30-22:00 i kończy koło północy.
  2. Siadaj dalej od ekranu, będzie lżej dla karku.
  3. Karimata pod koc, bo po 22:00 trawa jest mokra od rosy.
  4. Herbata w termosie zamiast kawy.
  5. Zapisz godzinę ostatniego tramwaju i pierwszego nocnego autobusu.

Lidia pisze o tym, co sama zrobiła po wyjściu z urzędu: ile trwało, ile kosztowało i czy było warto. Poznajmy się