Jakie przetwory zrobić w jeden wieczór w małej kuchni

Trzy przetwory, które mieszczą się w jednym wieczorze, jednym garnku i kuchni, w której dwie osoby to już tłok. Bez piwnicy, bez skrzynek owoców i bez stania przy kuchence do północy.
Moja kuchnia ma sześć metrów kwadratowych, okno na podwórko i blat, na którym mieści się deska do krojenia albo czajnik, ale już nie jedno i drugie naraz. Przez lata myślałam, że przetwory to sprawa dla ludzi z działką, spiżarnią i wolnym sierpniowym weekendem. Potem sąsiadka z trzeciego piętra przyniosła mi słoik dżemu i powiedziała, że zrobiła go po pracy, „w czasie jednego serialu”. Spróbowałam. Da się.
Cały pomysł polega na małych porcjach. Kilogram owoców zamiast skrzynki, pięć słoików zamiast trzydziestu. Taki wieczór nie zamienia się w maraton, a w październiku i tak masz na półce coś swojego.
Targ po pracy i trzy rzeczy na jeden wieczór
Owoce i warzywa kupuję po drodze z pracy. Pod koniec dnia na targu albo przy straganie bywa taniej, bo sprzedawcy nie chcą wozić towaru z powrotem. W drugiej połowie sierpnia jest w czym wybierać: borówki, maliny z drugiego zbioru, pierwsze śliwki, tanie pomidory gruntowe i drobne ogórki.
Na jeden wieczór wybieram trzy rzeczy, które się nie gryzą: jedna rzecz gotuje się sama, druga nie wymaga gotowania, trzecia potrzebuje garnka dopiero na końcu.
Ogórki małosolne. Zaczynam od nich, bo zajmują dwadzieścia minut, a potem robią się same. Kilogram drobnych ogórków, czosnek, koper z baldachami, liść chrzanu, jeśli jest. Zalewa z litra przegotowanej wody i płaskiej łyżki soli. Ogórki do słoja, zalewa na wierzch, słoik na blat, bez zakręcania na mocno. Po dwóch, trzech dniach są małosolne, potem do lodówki.
Passata z pomidorów. Dwa kilo pomidorów kroję na ćwiartki i duszę bez wody około pół godziny. Potem przecieram przez sito albo blenduję i odcedzam skórki. Gotuję jeszcze chwilę, żeby zgęstniała. Wychodzą z tego trzy, cztery słoiki, które w październiku zamienią się w zupę albo sos do makaronu w dziesięć minut.
Dżem z borówek albo śliwek. Kilogram owoców i około 30-50 dag cukru, zależnie od tego, jak słodkie są owoce i jak długo dżem ma stać. Owoce zasypuję cukrem, zanim zajmę się pomidorami, żeby puściły sok. Potem smażę na małym ogniu, mieszając, aż kropla na zimnym talerzyku przestanie się rozlewać. To trwa 40-60 minut.

Słoiki, pasteryzacja i jak tego nie zepsuć
Domowe przetwory są w porządku, dopóki słoiki są czyste i dobrze zamknięte. Stacje sanitarne w swoich poradnikach przypominają o kilku zasadach i ja się ich trzymam.
Słoiki myję, płuczę i wkładam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na kilka minut. Zakrętki wrzucam do wrzątku. Gorący dżem albo passatę nakładam do gorących słoików, zostawiam centymetr wolnego miejsca od góry, wycieram brzeg i zakręcam.
Pasteryzuję w zwykłym dużym garnku. Na dno kładę złożoną ściereczkę, żeby słoiki nie stukały o metal. Wody tyle, żeby sięgała do ramion słoików. Małe słoiki, do 300-400 ml, trzymam we wrzącej wodzie zwykle 10-15 minut, większe dłużej. Passatę, która nie ma cukru ani octu, pasteryzuję zawsze. Dżem z dużą ilością cukru teoretycznie wytrzyma bez tego, ale ja wolę nie ryzykować, bo robię go z mniejszą ilością cukru.
Po wyjęciu słoiki stygną do góry dnem albo normalnie, na ściereczce, z dala od przeciągu. Następnego dnia sprawdzam wieczka. Wklęsłe są w porządku. Jeśli wieczko klika przy naciśnięciu, słoik się nie zassał, więc idzie do lodówki i zjadamy go w pierwszej kolejności. Wybrzuszone wieczko to znak, że w środku coś pracuje, i taki słoik wyrzucam. Gdy przetwór pachnie dziwnie, ma pleśń albo pieni się po otwarciu, wylatuje do kosza bez dyskusji.
Na każdy słoik przyklejam kawałek taśmy i piszę, co to jest i kiedy zrobione. W grudniu wszystkie czerwone słoiki wyglądają tak samo.
Gdzie trzymać pięć słoików w bloku
Piwnicy na LSM-ie używamy na rowery, a nie na przetwory, bo bywa tam wilgotno. Słoiki stoją u mnie w szafce w przedpokoju, najdalej od kaloryfera, w ciemnym i suchym miejscu. Przy pięciu, sześciu słoikach to wystarczy. Ogórki małosolne i to, co nie zostało pasteryzowane, trzymam w lodówce i zjadamy w ciągu tygodnia, dwóch.
Cały wieczór zajmuje mi około dwóch i pół godziny, licząc zmywanie. Owoce, warzywa i cukier kosztowały mnie w zeszłym tygodniu około 55 zł, słoiki mam z odzysku. Kanapa w tym czasie stała pusta i, przyznaję, trochę mi jej brakowało. Ale w listopadzie, przy talerzu zupy z sierpniowej passaty, nikt w domu nie będzie tego żałował.
Do kieszeni
- Kilogram owoców i pięć słoików wystarczy na jeden wieczór.
- Owoce zasyp cukrem, zanim zajmiesz się resztą.
- Słoiki do piekarnika na 180 stopni, zakrętki do wrzątku.
- Klikające wieczko to lodówka, wybrzuszone to kosz.
- Na każdym słoiku zapisz zawartość i datę.
Lidia pisze o tym, co sama zrobiła po wyjściu z urzędu: ile trwało, ile kosztowało i czy było warto. Poznajmy się