Przeskocz do tekstu
Szukaj w kalendarzu wpisów
Dobry wieczór!
W domu

Zupy na jesienne wieczory, które robią się prawie same

4 min czytania Pisze Lidia

Garnek z gotującą się zupą

Cztery zupy, przy których krojenie zajmuje kwadrans, a resztę robi piekarnik albo garnek na małym ogniu. Na wieczory, kiedy wraca się po ciemku i nie ma siły stać przy kuchence.

Po zmianie czasu wracam z pracy, kiedy już szarzeje. Wchodzę na czwarte piętro, zapalam światło w kuchni i wiem jedno: jeśli w lodówce nie ma czegoś gotowego, za dwadzieścia minut będę jadła chleb z serem nad zlewem. Dlatego od października gotuję zupy. Jeden garnek wystarcza na dwa, trzy dni, a większość roboty dzieje się wtedy, kiedy ja siedzę z herbatą.

Wszystkie poniższe zupy robię w ten sam sposób: kwadrans krojenia zaraz po powrocie, potem garnek albo piekarnik pracuje sam, a ja w tym czasie zmieniam ubranie, odpisuję na wiadomości albo po prostu leżę. Mieszam raz, dwa razy.

Cztery garnki na zmianę

Krem z pieczonej dyni

Piekarnik robi tu całą robotę. Mniej więcej kilogram dyni kroję w grube kliny, ze skórką, jeśli to odmiana z cienką skórką. Do tego marchewka, cebula przekrojona na pół i kilka ząbków czosnku w łupinach. Wszystko na blachę, łyżka oleju, sól, do piekarnika na 200 stopni na około 40 minut.

Kiedy warzywa są miękkie i lekko przypieczone, przekładam je do garnka, wyciskam czosnek z łupin, zalewam litrem bulionu albo wody i miksuję blenderem. Kilka minut gotowania, sól, pieprz, odrobina gałki muszkatołowej. Na talerzu łyżka jogurtu albo pestki dyni z suchej patelni. Jeśli dynia jest mało słodka, dorzucam na blachę jabłko albo dwie marchewki więcej. Dynia w październiku kosztuje grosze, cały garnek wychodzi za kilkanaście złotych.

Kapuśniak z kiszonej kapusty

Klasyka, która z każdym dniem jest lepsza. Pół kilo kiszonej kapusty kroję drobniej, cebulę i marchewkę w kostkę, kilka ziemniaków w kawałki. Na dnie garnka podsmażam cebulę, a jeśli mam, także kawałek boczku albo kiełbasy. Dodaję kapustę, marchewkę, liść laurowy, ziele angielskie, zalewam półtora litra wody i gotuję na małym ogniu około godziny. Ziemniaki wrzucam po pół godzinie.

Jeśli kapusta jest bardzo kwaśna, przepłukuję ją wcześniej. Jeśli za mało kwaśna, dolewam trochę soku z kiszonej kapusty. Wersja bez mięsa jest równie dobra, wystarczy łyżka słodkiej papryki i odrobina wędzonej.

Dynie i warzywa na jasnym blacie
Dynie i warzywa na jasnym blacie

Soczewica z pomidorami

To moja zupa na najgorsze dni, bo czerwona soczewica nie wymaga moczenia i rozpada się sama w 20-25 minut. Cebula i czosnek na oleju, łyżeczka kminu albo curry, szklanka czerwonej soczewicy, słoik passaty i litr wody. Gotuję, aż soczewica się rozpadnie, na koniec sok z połowy cytryny. Na całość potrzebuję niecałego pół godziny.

W tym roku robię ją z passaty z sierpnia. Wieczór z przetworami w małej kuchni zwraca się teraz z nawiązką, bo każdy słoik to zupa w pół godziny. Jeśli nie masz własnej, kupna też się nada.

Rosół na zapas

Rosół gotuje się długo, ale prawie sam. W niedzielę wieczorem wkładam do dużego garnka korpus albo skrzydełka z kurczaka, kawałek wołowiny, jeśli mam, marchewkę, pietruszkę, kawałek selera, pora i opaloną nad palnikiem cebulę. Zalewam zimną wodą i gotuję na najmniejszym ogniu dwie, trzy godziny. Woda ma ledwo mrugać, nie bulgotać, wtedy rosół jest klarowny.

Przecedzony rosół trzymam w lodówce do trzech dni albo zamrażam w słoikach czy pojemnikach, zostawiając miejsce na rozszerzanie. Z takiej bazy w tygodniu robię w kwadrans pomidorową, ogórkową albo zupę z makaronem i warzywami z zamrażarki.

Kilka sposobów, żeby zupa robiła się sama

Kroję wszystko od razu po wejściu do domu, zanim usiądę. Jak usiądę, to już po zupie. Używam jednego dużego garnka z grubym dnem, bo w takim nic się nie przypala, kiedy na dwadzieścia minut zapomnę zamieszać. Marchewkę, pietruszkę, seler i cebulę kupuję na zapas, w chłodnej szafce wytrzymają dwa tygodnie, a pasują do każdej z tych zup. Dzięki temu w drodze z pracy dokupuję najwyżej jedną rzecz.

Gotuję od razu na dwa, trzy dni. Zupa odgrzana następnego dnia jest często lepsza niż świeża, a ja w środę wieczorem nie muszę o niczym myśleć. Część zamrażam w pojemnikach na jedną porcję. W listopadzie i grudniu, kiedy dni są najkrótsze, taki pojemnik w zamrażarce to najlepszy prezent, jaki mogę sobie zrobić.

Zupa po pracy jest u nas zawsze z chlebem, czasem z jajkiem na twardo. Talerz wystarcza mi za obiad i kolację naraz. I zostaje jeszcze czas na kanapę, tym razem zasłużony.

Do kieszeni

  1. Kwadrans krojenia zrób od razu po powrocie, zanim usiądziesz.

  2. Dynia na blachę, 200 stopni, ok. 40 minut, potem tylko blender.

  3. Czerwona soczewica nie wymaga moczenia i jest gotowa w 25 minut.

  4. Rosół w lodówce wytrzyma do trzech dni, resztę zamroź.

  5. Gotuj od razu na dwa, trzy dni.

Lidia pisze o tym, co sama zrobiła po wyjściu z urzędu: ile trwało, ile kosztowało i czy było warto. Poznajmy się